Argentynski dom, czyli o wynalazkach, które nie trafily pod strzechy
Kiedy byłam małym dzieckiem, wydawało mi się, że potrawy dzielą się na polskie i światowe. Do tej pierwszej grupy zaliczałam pierogi, żurek i bigos, a do drugiej na pierwszym miejscu ukochane kotlety schabowe i nieco dalej takie rarytasy jak kluski leniwe czy gulasz. Myślałam, że życie wszędzie wygląda podobnie, a wraz z przekroczeniem granicy zmieniają się tylko język i temperatura. Dopiero po jakimś czasie odkryłam, że Ziemia jest tak naprawdę jak ogromny patchwork i choć niektóre elementy są do siebie w pewnym stopniu podobne w różnych miejscach, każdy kraj jest tak naprawdę odrębnym bytem, niezależnie od uwarunkowań historycznych mających spajać go z krajami otaczającymi. Co ciekawe, nie ogranicza się to do częstości spożywania kotletów schabowych, a zmiany i różnice dotykają najróżniejszych aspektów życia codziennego, nawet tych najprostszych i najbardziej oczywistych. Najdobitniej przekonałam się o tym, jak różnimy się między sobą właśnie w pierwszych dniach w Buenos Aires. To ...