Posty

Wyświetlanie postów z kwiecień, 2017

Argentynski dom, czyli o wynalazkach, które nie trafily pod strzechy

Obraz
Kiedy byłam małym dzieckiem, wydawało mi się, że potrawy dzielą się na polskie i światowe. Do tej pierwszej grupy zaliczałam pierogi, żurek i bigos, a do drugiej na pierwszym miejscu ukochane kotlety schabowe i nieco dalej takie rarytasy jak kluski leniwe czy gulasz. Myślałam, że życie wszędzie wygląda podobnie, a wraz z przekroczeniem granicy zmieniają się tylko język i temperatura. Dopiero po jakimś czasie odkryłam, że Ziemia jest tak naprawdę jak ogromny patchwork i choć niektóre elementy są do siebie w pewnym stopniu podobne w różnych miejscach, każdy kraj jest tak naprawdę odrębnym bytem, niezależnie od uwarunkowań historycznych mających spajać go z krajami otaczającymi. Co ciekawe, nie ogranicza się to do częstości spożywania kotletów schabowych, a zmiany i różnice dotykają najróżniejszych aspektów życia codziennego, nawet tych najprostszych i najbardziej oczywistych. Najdobitniej przekonałam się o tym, jak różnimy się między sobą właśnie w pierwszych dniach w Buenos Aires. To ...

12 000 km nadziemnej zeglugi

Obraz
Miało być o czymś innym, ale pod wpływem wrażeń dzisiejszej nocy jestem zmuszona odłożyć rozważania nad samą nazwą bloga na później. Obudziłam się dziś tak zmęczona i zestresowana, że nawet przez chwilę zapomniałam o tym, w jak czarnej... otchłani się znajduję w związku z tym, że jest połowa kwietnia, a ja nadal nie wybrałam żadnej literatury do licencjatu numer dwa (tak, bronię się w lipcu). Co takiego mi się śniło? Moja podróż do Argentyny, a jakże! Tyle że w wersji hard, bo wszystkie problemy, które w prawdziwym życiu udało mi się jakoś rozwiązać, we śnie pozostały nierozwiązane. W związku z tą traumą postanowiłam jednak nie uchylać dziś rąbka tajemnicy co do bigosu w Buenos Aires i zamiast tego opowiedzieć Wam o tym, jak można zagospodarować dwadzieścia cztery godziny na przestrzeni jednego metra kwadratowego. Wszystko było skrzętnie zaplanowane. Zresztą, nie oszukujmy się, w moim życiu wszystko jest zawsze skrzętnie zaplanowane. Jestem o wiele zbyt nudna i mało spontaniczna, ż...

Slowo wstepne

Obraz
“Co jest ze mną nie tak?” – myślałam przez łzy. I to nie byle jakie łzy. Siedziałam na łóżku zawinięta w polarowy koc i ryczałam jak małe dziecko. A dlaczego właściwie? Ot, spełniło się moje największe marzenie. Dlaczego by się z tego powodu kompletnie nie załamać? To przecież najbardziej oczywista reakcja na ogromną dawkę szczęścia. Szczęścia, którego ja ani trochę nie czułam. Powoli zaczynałam powątpiewać w to, co dotąd wydawało mi się raczej oczywiste. Od lat powtarzałam, że uwielbiam podróże, a teraz co? Siedzę na moim argentyńskim łóżku, owinięta tym śmiesznie cienkim argentyńskim kocem i ryczę, trzęsąc się przy okazji z zimna. Z zimna! W Argentynie! Wtedy, przysięgam z ręka na sercu, gdybym tylko mogła, wróciłabym do domu. Natychmiast. Do wygodnego lóżka i cieplej kołdry, która ze względu na porę roku i tak nie byłaby potrzebna. To jednak nie wchodziło w grę, wiec nie pozostało mi nic innego, tylko ryczeć. No, ale nie można przecież ryczeć w nieskończoność, chociażby dlat...