Posty

Buenos Aires z lotu... ptaka-nielota

Obraz
Jakiś czas temu na moim fanpage'u pisałam o zmaganiach ze zdjęciami Buenos Aires, które wraz z kliknięciem opcji "Ustaw jako tło pulpitu" nabierają jakości iście tosterowej. Otóż na tym się moje zmagania z wyborem tapety się broń Boże nie kończą. Wymagająca ze mnie sztuka, nie ma co! Bo nie dość, że jakość musi się zgadzać, to jeszcze samo zdjęcie nie może zionąć Photoshopem. Jeśli nim zieje, to to już nie jest Buenos Aires, tylko jakaś luźna fantazja na temat. Jak tutaj. Najbardziej podobają mi się zawsze zdjęcia ulic, bo to one sprawiają, że choć przez chwilę mogę się poczuć, jakbym spacerowała sobie po Buenos. I dlatego właśnie dzisiaj będzie o Buenos Aires z lotu ptaka-nielota. Nie mylić z nielotnym! Z ulicami jest trochę tak, że nie zwracamy na nie uwagi świadomie, ale gdyby ktoś pokazał nam losową nowojorską, londyńską i paryską uliczkę, myślę, że nikt nie miałby szczególnych problemów z rozpoznaniem miasta, w którym zrobiono każde zdjęcie. To ulicami s...

Wybierala sie sójka za morze, a raczej za ocean

Obraz
Życie chyba lubi płatać nam figle. No bo sami zobaczcie. Kiedy miałam szesnaście lat, wzięłam udział w nieco dziwnych zajęciach poświęconych skutecznemu dążeniu do celów. Taki trochę kołczingowy bełkot o samorealizacji i rozwoju osobistym, ale wtedy nie do końca zdawałam sobie z tego sprawę. Tak czy siak, na samym początku tych zajęć prowadząca wręczyła nam kolorowe kartki i poprosiła nas o spisanie na nich listy naszych największych marzeń. Na mojej liście znalazło się, co następuje: Pojechać do Ameryki Południowej. Przestać być samotną.  Napisać i wydać książkę. Naprawdę dobrze grać na gitarze i basie. Sprawić, żeby nasza drużyna (harcerska) była silniejsza i bardziej zgrana.  Wyjść z problemów finansowych. Mieć motocykl. Skakać ze spadochronem. Kiedy już każdy spisał swoje marzenia, kolejnym krokiem było wykreślenie tylu, żeby ostatecznie zostały 3 marzenia możliwe de realizacji . Założenie całkiem sensowne na pierwszy rzut oka, ale jeśli już mowa o pierwsze...

Los ñoquis del 29

Obraz
Dziś 29 dzień czerwca, a ja obok 29 dnia żadnego miesiąca nie mogę przejść obojętnie. Dlaczego? A dlatego, że w Argentynie 29 jest w pewien sposób szczególny. Już spieszę z wyjaśnieniami. Jak już wiecie, Argentyna obecny kształt swojej kultury zawdzięcza w dużej mierze wpływom włoskim. I tutaj się bez nich nie obyło. Według niepisanej tradycji 29 dnia każdego miesiąca jada się właśnie  ñoquis , czyli po bożemu  gnocchi , niewielkie ziemniaczane kluseczki podobne do naszych kopytek, ale z charakterystycznymi wgłębieniami na górze. Danie proste, może dla niektórych wręcz prostackie... Skąd więc ta tradycja?   Jak to z tradycjami bywa, z tymi niepisanymi przede wszystkim, nikt nie wie dokładnie, gdzie szukać jej źródeł. Najpopularniejsze wydają się trzy wyjaśnienia, przy czym jedno z drugim nie ma zupełnie nic wspólnego. Pierwsza wersja jest najbardziej przyziemna i prozaiczna. Koniec miesiąca, nikt groszem nie śmierdzi, a przeżyć jakoś trzeba... Mó...

Okiem turystki (1) - La Boca de Buenos Aires

Obraz
Nie oszukujmy się - gdyby dowolny turysta odwiedzający Buenos Aires miał wybrać jedno miejsce, które zwiedzi, bez wątpienia wskazałby portową dzielnicę kolorowych domów La Boca. Ja też patrzyłam na Buenos w ten sposób, choć ostatecznie wybrałam się w tamte strony dopiero dwa tygodnie po przylocie. I taka mała uwaga. Po kliknięciu na zdjęcie zobaczycie je w oryginalnym, czytelnym rozmiarze. To się tyczy zwłaszcza dalszej części wpisu, bo niektóre zdjęcia naprawdę warto obejrzeć w całej okazałości. La Boca (z hiszp. usta ) to jedna z najstarszych dzielnic Buenos Aires. Jej nazwa nie wzięła się znikąd. Hiszpańskie słowo  desem boca dura oznacza ujście, a właśnie przy ujściu rzeki Riachuelo do La Platy znajduje się ta dzielnica. La Boca odegrała w historii Buenos Aires bardzo ważną rolę i to z wielu względów. To tam znajdował się początkowo port, w późniejszych latach przeniesiony na Północ ze względu na niewystarczającą głębokość wody. W porcie tym cumowały europejskie s...