Buenos Aires z lotu... ptaka-nielota
Jakiś czas temu na moim fanpage'u pisałam o zmaganiach ze zdjęciami Buenos Aires, które wraz z kliknięciem opcji "Ustaw jako tło pulpitu" nabierają jakości iście tosterowej. Otóż na tym się moje zmagania z wyborem tapety się broń Boże nie kończą. Wymagająca ze mnie sztuka, nie ma co! Bo nie dość, że jakość musi się zgadzać, to jeszcze samo zdjęcie nie może zionąć Photoshopem. Jeśli nim zieje, to to już nie jest Buenos Aires, tylko jakaś luźna fantazja na temat. Jak tutaj. Najbardziej podobają mi się zawsze zdjęcia ulic, bo to one sprawiają, że choć przez chwilę mogę się poczuć, jakbym spacerowała sobie po Buenos. I dlatego właśnie dzisiaj będzie o Buenos Aires z lotu ptaka-nielota. Nie mylić z nielotnym! Z ulicami jest trochę tak, że nie zwracamy na nie uwagi świadomie, ale gdyby ktoś pokazał nam losową nowojorską, londyńską i paryską uliczkę, myślę, że nikt nie miałby szczególnych problemów z rozpoznaniem miasta, w którym zrobiono każde zdjęcie. To ulicami s...